Nocne urojenia

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Od dnia dzisiejszego, z Kaśką nie będę mieć kontaktu. Ja mam swoje zdanie, ona swoje. Rozumiem i szanuję. Ale nie powinno się traktować jak śmieci ludzi, których się kocha a tym bardziej wpierać komuś swojego zdania, co najwyżej poprzeć argumentami dlaczego ono jest lepsze.
Czuje że w środku wypełnia mnie pustka, nicość. A jednak coś tam było tylko się rozsypało.
Nigdy nie czułem się tak źle psychicznie, moralnie i duchowo jak przez ostatnich parę tygodni.. Czuje sie jak wrak człowieka mimo to, że na wierzchu jest ok.
Spotkałem się dziś z Karoliną. Dlaczego? Może dlatego, że z perspektywy czasu to właśnie ona jako jedyna potrafiła zaspokoić mnie emocjonalnie i moje wymagania tego dotyczące. Ale czy tylko dlatego? Przecież od niej zaczęły sie moje większe problemy w głowie, z którymi sobie nie radzę. Więc co ja robię? Nie wiem. Może brak seksu? Może brak emocji? Może przyzwyczajenie?
Czasem najtrudniej jest postawić kropkę. Nadużywamy wtedy przecinków, chcąc przedłużyć to, co w rzeczywistości już dawno powinno mieć swój koniec.
Taki jest już człowiek, ale oczywiście w każdej regule występują wyjątki.
Może to wszystko to sztuka przetrwania?
Coś w środku mi leży, jak kaszel i nie mogę sie tego pozbyć. Myślę, że to wszystko zaczęło się za szybko i nie zdążyliśmy się dobrze poznać zanim weszliśmy w strefę uczuciową. Jak to jest, że człowiek potrafi się przyzwyczaić do bólu i żyć z tym tak długo? Przecież to nie zdrowe. Czemu doszukujemy się na siłę szczęścia, skoro ono gdzieś i tak na nas czeka..może dlatego, że wszędzie gnamy i nie mam czasu, aby usiąść i odpocząć, boimy się, że coś nas może ominąć.
Jest mi przykro, że z Kaśka nie wyszło Ale żyliśmy w dwóch różnych światach, które by się nigdy nie spotkały. Ale czerpie z tego również radość, że nauczyłem się nowych rzeczy.
Wszystko, jeśli dobrze pomyśleć, daje do myślenia..
Nie umiem dzisiaj napisać co czuje w środku, Ale coś tam jest i nie potrafię tego przelać na słowa... jutro nowy dzień, a wszystko takie same.
26.02.2017 o godz. 22:37

Dzisiaj taki sam dzień jak zawsze. Gdy się budzę, odrazu biorę telefon do ręki z nadzieją, że zobaczę wiadomość "dzień dobry kochanie" lecz widzę tylko powiadomienie o aktualizacji telefonu. "Można przywyknąć" myślę sobie sięgając po papierosa. I tak leżę i pale i zastanawiam sie, czy coś się zmieni. Czy brnąć w to nieszczęście z nadzieją, a może jednak dać temu spokój.
Dzisiaj znowu poszłaś pić do Kingi i mało ze mną pisałaś. Czuje się coraz bardziej Tobie nie potrzebny.
Tata tylko pogrąża mój stan dopiekając mi o drobne szczegóły, że pusta butelka leży, że w pracy coś zrobiłem nie tak jak on tego chciał, jak wypije więcej niż jedno piwo to jestem alkoholikiem etc. ... jeśli miałem gorszy dzień, depresję, doła - słyszałem tylko pytania co mi jest i żebym przypadkiem nie pokazywał tego ludziom. Nie mogłem liczyć na wygadanie się, na jakieś wsparcie czy rozmowę. Do tej pory odczuwam braki na poziomie egzystencji z rodzicami mimo to, że potrafimy mówić na różne tematy, ale to nie jest to co powinno być. Zawsze stawiali mi wysokie poprzeczki i ja jestem nauczony do tego, że zawsze mi mało ponieważ dla nich cokolwiek bym nie zrobił to było za mało. Teraz czegokolwiek bym nie osiągnął na jakim kolwiek etapie życia, ciągle mi mało, myślę że za słabo sie starałem. Przekłada się to na wymagania co do drugiej osoby, ale tylko i wyłącznie na poziomie emocjonalnym. Dlatego tak bardzo chcę czuć i widzieć, że jestem dla niej ważny.
Może w końcu uda mi się przełamać barierę psychiczną w mojej głowie, która bardzo dobrze dogaduje sie z nieszczęściem i smutkiem.
Zgubiłem gdzieś umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Ciągle chodzę smutny i potrafię się tylko krytykować. Nie potrafię zaakceptować tego jaki jestem a przede wszystkim nie umiem sie wziąć w garść, zeby coś zmienić.
Wszystko sprowadza się do tej jednej, jedynej osoby, która mi w tym pomoże. Wciąż jej szukam a z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Przyznaje się - jestem słaby. Nie wiem, w którym momencie życia zaczęło się to dziać a teraz nie mam siły tego przepchnąć.
Żyje jak każdy, z dnia na dzień, z minuty na minutę. Ale życie się kiedyś skończy, nikt nie wie kiedy. Zawsze jest jakieś Ale...
Na prawdę szczęśliwy człowiek to ten, który pokonał samego siebie.
25.02.2017 o godz. 00:07

Ja nie brałem Cię pod uwagę, bo byłaś opcją, której nigdy bym nie zaakceptował. "Ja i dziewczyna z dzieckiem? Na pewno nie" ...a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Spotkaliśmy się po raz drugi, trzeci, czwarty, piąty.. widzieliśmy się codziennie przez jakiś miesiąc. Każdego dnia byłem szczęśliwy, że Cię zobaczę. Tylko dlaczego? Skoro Cię nie chciałem. Może dlatego, że wydawałaś się dojrzała, kochana, uczuciowa, po prostu normalna. Może dlatego, że widziałem w Tobie osobę, która da mi szczęście.
Zacząłem zmieniać siebie, swoje myslenie, podejście do wielu spraw i przede wszystkim przestawiałem się psychicznie na Ciebie, dla Ciebie.
Po niedługim czasie byliśmy razem. Najpierw nieoficjalnie. Ale oficjalnie czy nie, ja tego nie czułem...nie było tego "łał", nie widziałem z Twojej strony radosci z tego powodu..jakby nic się nie stało. Mimo to chciałem Cię dalej zdobywać bo wierzyłem, że to może coś zmienić. Myliłem się. Widziałem, ze dla Ciebie jest jak jest i inaczej nie będzie.
Zacząłem widzieć rzeczy, które mi w Tobie przeszkadzają. Mówiłem o tym kilka razy ,bo nigdy konkretnie nic na ten temat nie powiedziałaś. Jedyne co pamiętam to "jestem jaka jestem i nie będziesz mnie zmieniać". Potem zaczęłaś się wkurwiać gdy cokolwiek powiedziałem. Ale czy o to chodzi w związku? Ze chcemy być idealni dla tej drugiej osoby i zmieniamy małe rzeczy, które szlifują ten diament jakim jest miłość? Czy jednak kocha się człowieka takim jaki jest i akceptuje sie jego wady? Może to i to? Tylko jak tu znaleźć złoty środek?
Lubiłem się Ciebie domyślać, niestety często bezskutecznie. Teraz nie jest dobre domyślnie się na każdym kroku..zaczalem mieć co do wszystkiego wątpliwości.
Nie widziałem już w Tobie tego, że dasz mi to szczęście, że uczynisz mnie spokojnym i uraczysz prawdziwym uczuciem, którego będę pewny z mojej jak i Twojej strony. Ciągłe kłótnie, niedopowiedzenia, brak chęci do rozmowy.. tłumaczyłas się sytuacją z Adamem i rozumiem że sprawia Ci wiele problemów lecz wydaje mi sie, że chodźby nie wiem co sie działo to osobę, którą darzy sie uczuciem inaczej sie traktuje.
Ty twierdzisz, że ja się czepiam o błachostki a dla mnie to dość ważne sprawy. Nie umiesz się postawić na moim miejscu? Nie neguje, że Ty też miałaś lub masz ciężko ale odrobina zrozumienia nic nie kosztuje..
Ja zacząłem się bać cokolwiek mówić, cokolwiek okazywać. Zacząłem być nijaki.
Teraz kiedy Cię przytulam to czuje tylko ciało, materię, czuje że Cie dotykam ale nic poza tym. Może dlatego, że nigdy nie czułem, że Ty mnie przytulasz z uczuciem..tak mocno aż to uczucie wychodziło by z ciała..
Teraz nie wiem czy to Ty jednak nie potrafisz mi dać tego, co na początku w Tobie widziałem czy jednak ja nie potrafię dostrzec, że mi to dajesz.
24.02.2017 o godz. 01:36
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 4 godziny 35 minut
  • Napisanych notek: 3
  • Komentował: 0 razy
  • Zebranych komentarzy: 1
  • Ostatni wpis: 26.02.17, 22:37
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 1068 razy
  • Ilość avatarów: 1
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 3
  • Ostatnie logowanie: 03.03.17, 19:56
  • Ostatnio odwiedzili: api